artykuł

Focusing z drobnymi dolegliwościami fizycznymi

Barbara McGavin

Artykuł ukazał się we wrześniu 1997 r. w magazynie The Focusing Connection.

Zajmowałam się  Focusingiem pod kątem przeziębień, egzem, ukąszeń komarów i innych drobnych dolegliwości. Wiem, że nie są to wielkie dolegliwości fizyczne na tle innych symptomów bólowych. Ostatnio zastanawiałam się, dlaczego konieczne jest wyodrębnianie ich od innych rodzajów odczuć cielesnych (jak w kategoryzowaniu „To jest felt sense, który się otworzy, a to jest po prostu niestrawność czy siniak”.). Postanowiłam, że będę traktować wszystkie odczucia z ciała jako całościowe poczucia wewnętrzne niosące ze sobą swoje emocje i znaczenia (felt sensy) aż przekonam się, co się wydarzy. Wykorzystuję podejście Focusingu zorientowanego na relacje wewnętrzne (Inner Relationship Focusing), w którym odnosimy się do swojego doświadczenia jak do czegoś, co posiada własną inteligencję, emocje, własne powody i mądrość. Jak kolejnym razem poczułam, że zbliża mi się przeziębienie – czułam drapanie połączone z poczuciem zgrubienia i otwartej ranki z tyłu gardła – zwróciła się ku temu jak ku komuś, kto czeka na moją uwagę. Powitałam je (czasami nawet faktycznie mówię temu „witaj”) i zaczęłam wczuwać się w różne jego aspekty i szczegóły. Poczułam je na tyle dokładnie na ile mogłam, przez jakiś czas znajdowałam słowa na opisywanie tego odczucia. Opis na tym etapie pojawiał się w takich słowach jak: drapiące, blisko tyłu ciała, prawie przy nosie, kłujące, itp.

Chociaż opis jest ważny, magiczny element – tzn. jeśli ten element się wyłoni, wtedy zwykle symptom znika bardzo szybko (zwykle w przeciągu kilku minut) – zachodzi wtedy, kiedy czuję emocjonalną jakość, którą on ze sobą niesie. A to wymaga empatycznego słuchania i wczuwania się w to, jak on się czuje. Jest to całkowicie odmienne od wczuwania się w to, jak ja się czuję w odniesieniu do niego. Może to coś czuje się poirytowane albo zmartwione, że łapię przeziębienie – ale to może być uczucie zmęczenia, smutku czy złości na coś. Muszę podkreślić, że nie próbuję znaleźć znaczenia – wczuwam się w to poczucie i miejsce w ciele i zauważam, co się pojawia jak siedzę z tym i dotrzymuję mu towarzystwa. Kluczowe wydaje się tutaj być, to kiedy pojawia się emocja w odczuciu ciała. Wtedy wszystko zmienia się bardzo szybko.

Inny obraz: Kilka lat temu byłam w Maryland, w USA w pięknym cienistym zagajniku –
i skończyło się to pogryzieniem przez komary i kto wie przez co jeszcze. Mieszkałam wtedy od 20 lat w kraju, w którym nie było tyle komarów, żebym mogła nabrać naturalnej odporności. Przy tamtej wizycie komary mnie dopadły, w wyniku czego miałam ogromne czerwone pręgi na całym ciele, które swędziały przez parę dni. Kiedy miejsca po ukąszeniu komarów zaczęły mnie swędzieć, postanowiłam sprawdzić czy Focusing mógłby na to jakoś pomóc. Więc wsłuchałam się w odczucia ciała i poczułam, że w tych swędzących miejscach na skórze i pod nimi było uczucie poirytowania. To było takie wrażenie, jakby moje ciało krzyczało „weź je ze mnie!” Poczułam to i naprawdę uświadomiłam sobie jak bardzo moja skóra czuła się podrażniona od tych ukąszeń. Miałam wrażenie, że ta reakcja histaminowa była próbą dania mi o tym znać. Około 5 minut później spojrzałam i zobaczyłam, że małe czerwone pręgi, zaczynały znikać – i zniknęło też swędzenie.

Korzystałam z Focusingu też przy jednym poważniejszym uszkodzeniu fizycznym, które mi się przydarzyło – przy mocno skręconej kostce (lekarz powiedział, że nie będę w stanie chodzić na tej nodze przez ok. 2 tygodnie). Zajęłam się Focusingowym towarzyszeniem dla tego miejsca w ciele
w takim sam sposób, jaki opisałam wcześniej. Wczuwałam się w to miejsce, które było bardzo najbardziej dotkliwe i chciało, żebym z nim pobyła w bardzo delikatny sposób. Pojawił mi się obraz płaczącego dziecka, które potrzebuje pocieszenia i opieki. Zapytałam jakiego rodzaju opieki to coś potrzebowało i starałam się dać mu to, czego potrzebowało. Byłam w stanie znów chodzić na tej nodze w przeciągu 4-5 dni, a wszystko się zagoiło w przeciągu 3 tygodni.

Czasami kiedy intensywnie pracuję w ciągu dnia i niewystarczająco słucham swojego ciała, przeciążam się i mam wrażenie jakbym padała ze zmęczenia. Kiedy do tego dochodzi czasami zatrzymuję i po prostu wczuwam się w swoje zmęczenie – jak ono żyje w moim ciele w danej chwili. Zrobienie tego może wymagać 5 minut czasu. Zamiast starania się uspokajania siebie na różne możliwe sposoby, po prostu poddaję się temu na ten czas. Zamykam oczy i wczuwam się dokładnie gdzie i jak to czuję w ciele, jak to się czuje i jestem otwarta na jakiekolwiek znaczenia, które mogą się pojawić w tym momencie. Wszystko co robię, to po prostu przyjmuję to takim jakie jest i daję mu znać, że jestem otwarta. Zwykle po około 5 minutach czuję się znacznie odświeżona. Wtedy wsłuchuję się w siebie czy to jest okej, żeby jeszcze trochę popracować czy potrzebuję już skończyć pracę na dziś.

Kiedy przez ostatnie parę lat eksperymentowałam z tym podejściem do tzw. „symptomów fizycznych”, pojawiło mi się coś głębszego i ważniejszego niż po prostu pełen szacunku sposób interweniowania, kiedy zaczyna się przeziębienie. W istocie chodziło o rozpuszczenie podziału pomiędzy „czującym ciałem” i „ciałem jako maszyną”. To promieniuje na moje życie na najgłębszym poziomie. Łatwo można zacząć korzystać z tego podejścia jako techniki uzdrawiania symptomów fizycznych i stracić z pola widzenia, to co tutaj istotne. Nie chodzi o ulżenie symptomowi fizycznemu; ta korzyść jest efektem ubocznym. Robię to, żeby być całością i żeby wzmacniać w sobie doświadczenie czującego ucieleśnienia. Jest to zupełnie odmienne od tego jak nasza kultura postrzega
i traktuje ciało. Potrzebuję wielokrotnie wracać do tych doświadczeń, żeby dać temu odpór tej kulturze i aby pamiętać o prawdzie mojego ciała. Teraz za każdym razem, kiedy doświadczam czegoś, co mogłoby być postrzegane tylko jako symptom fizyczny, zwracam się ku temu, jak ku czemuś czującemu i żyjącemu, co próbuje przyciągnąć moją uwagę i co ma do tego swój dobry powód.